
Ramy. Pięknej bardzo starej, cudownie zeschniętej i odmalowanej RAMY MAGNETYCZNEJ. Pod widoczną wzorzystą tkaniną kryje się arkusz grubej blachy. W komplecie był też zestaw maleńkich magnesików neodymowych. Surowe maleństwa są pozostawione dla mojej radosnej twórczości:) Zdecydowanie będą bazą jakiś radosnych magnesików.

Tu zoom na detal, oraz serduszko. Wyszyte przeze mnie serduszko, dawno i w pośpiechu. Muszę jakoś wytłumaczyć te nierówności literek!
Sprawcą tej cudowności jest właściciel powyższego serduszka, mój Luby, Mateusz. Niesamowitą przyjemność mi tym sprawił, zwłaszcza, że drewniane ramy, pięknie zdobione i pomalowane na złoto (blichtr, blask, szał ciał!) od dawna za mną chodzą. Nareszcie stałam się posiadaczką takowej:)
A będąc przy temacie Lubego, chciałabym przybliżyć i polecić Wam jego nowy blog. Mieszkam w stolicy, bo taką też nazwę nosi, jest miejscem różnych swobodnych przemyśleń o tym co dotyka nas w tym mieście. Dużo bezmyślności władz, dużo absurdów życia codziennego, dużo atrakcji, dużo zdrowego spojrzenia na to co niestety niezdrowego nas otacza. Mam nadzieję że skusicie się moi nieliczni czytelnicy, bo mimo że w stolicy, to sprawy czasem dotyczą całego kraju. Zapraszam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz